Hunowie świata owadów

Mrówki koczownicze to z całą pewnością najlepiej zorganizowany społeczny drapieżnik na naszej planecie. Ich siła leży w liczebności oraz doskonałej komunikacji, umożliwiających polowanie na znacznie większą i zwinniejszą od nich zdobycz.

Most zrobiony z ciał mrówek. Pozwala innym osobnikom na błyskawiczne przechodzenie

Pojedynczy owad społeczny nie jest szczególnie „cwany” czy „skomplikowany” w porównaniu z takim prowadzącym samotnicze życie. Jego niezwykłość polega na komunikowaniu się z innymi przedstawicielami swojego gatunku, dzięki czemu cała gromada działa w sposób skoordynowany. Tak m.in. zachowują się mrówki nazywane potocznie legionistkami, mrówkami koczowniczymi czy „army ants”. Większość ludzi uważa, że od innych mrówek najbardziej wyróżnia je niepohamowana żarłoczność. To właśnie mrówki koczowniczki zostały słynnymi antybohaterkami wyprodukowanego w 1954 r. hollywoodzkiego filmu „Naga dżungla”. Występują tam jako dzika horda niszcząca wszystko na swojej drodze, by w końcu dotrzeć do plantacji bronionej przez dzielnego właściciela. Nieposkromiona, żarłoczna rzeka owadów wdziera się na plantację, opada ludzi i zwierzęta, w końcu pozostawia po sobie jedynie białe szkielety. Widzowie nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę biorące udział w filmie „demony z piekła rodem” należały do zupełnie innego i mało „groźnego” rodzaju: Camponotus.

Mrówki koczownicze – a jest ich wiele gatunków – występują głównie na terenach okołozwrotnikowych, chociaż niektóre przystosowały się do życia w klimacie umiarkowanym i mogą znieść nawet stosunkowo srogie zimy. To, co łączy różne gatunki i pozwala nadać im wspólną nazwę, to nomadyzm i zbiorowe polowanie. Żadna z tych cech nie jest unikatowa dla mrówek koczowniczych, dopiero kombinacja obu powoduje, że stały się tak skutecznym społecznym drapieżnikiem.

Legionistki mogą konstruować typowe dla innych mrówek gniazda (np. ziemne). Pewne gatunki jednak okresowo tworzą gniazda tymczasowe, tzw. biwaki, których jedynym budulcem są… ciała budujących. Robotnice gromadzą się w miejscu wieczornego spoczynku i zaczynają łączyć odnóżami w żywe łańcuchy (zwykle zwisają głową w dół). Łańcuchy te splatają się w coraz bardziej skomplikowane cylindryczne i owalne twory, których kształt zależy od podłoża (np. ziemia czy drzewo). Wewnątrz żywego gniazda przebywa królowa, jaja, larwy i poczwarki. Robotnice w odpowiednich momentach przebudowują jego strukturę – ściany, sufit, podłoga i komory wewnątrz gniazda składają się przecież z żywego materiału – tworząc otwory wentylacyjne lub je zamykając, dzięki czemu regulują temperaturę (poczwarki wymagają stosunkowo dużo ciepła) i zapewniają wymianę gazów. Biwak jest umieszczany na różnych wysokościach, co zależy od gatunku. Może dotykać ziemi (Eciton hamatum) lub wisieć nawet 30 m nad nią (E. burchelli).

Wkurzony żołnierz mrówek koczowniczych Eciton

Cykl kolonii

U mrówek królowe i samce zazwyczaj aktywnie się szukają w trakcie rujek (obserwowanych również u naszych rodzimych gatunków. W przypadku mrówek koczowniczych latają jedynie samce – i to one poszukują samic, ślepych i bezskrzydłych. Samce nie wyglądają jak typowe mrówki. Miał z nimi problem nawet słynny badacz przyrody Karol Linneusz, klasyfikując je jako… osy. W Afryce nazywa się je „sausage fly” (kiełbasiana mucha), a nazwę tę zawdzięczają ogromnemu odwłokowi wypełnionemu materiałem genetycznym, który przekazują przyszłej królowej.

W okresie składania jaj odwłok samicy jest znacznie powiększony. Płytki chityny, które zazwyczaj ze sobą sąsiadują, rozchodzą się i stają się wyspami na morzu białej membrany. Królowa w tym czasie staje się całkowicie niemobilna i bardziej przypomina królową termitów niż mrówek. Szacuje się, że królowa E. burchelli może produkować nawet 2 mln jaj rocznie. Natomiast królowa afrykańskiego gatunku Dorylus wilverthi wytwarza nawet 4 mln jaj miesięcznie, co daje do 48 mln jaj rocznie! Z każdego jaja rozwija się mrówka, która wkrótce zaczyna uczestniczyć w łupieżczych rajdach. Można sobie łatwo wyobrazić, jak potężna jest to siła.

Kolumna mrówek koczowniczych. Zawsze aktywna, zawsze szybka i żarłoczna.

Po około 20 dniach odwłok królowej zaczyna się powoli kurczyć i samica znowu może się ruszać. W tym czasie ze złożonych jaj rozwinęły się już larwy, które wymagają dużych ilości białka. Bonaparte pisał, że „armia maszeruje na swoich żołądkach”. Tak samo kolonia mrówek musi zmienić ogołocone już z pożywienia miejsce na nowe. Robotnice stopniowo opuszczają żywy biwak i ruszają w wybranym przez siebie kierunku. Na początku do rajdu włączają się robotnice z zewnątrz biwaku. Potem kolejne „warstwy” robotnic stopniowo odchodzą z masy gniazdowej, tak jak skórka odchodzi z obieranego jabłka. W fazie nomadycznej, która trwa zwykle kilkanaście dni, kolonia każdego dnia przemieszcza się od świtu do nocy i każdego dnia zakłada nowy biwak. Jednak w międzyczasie intensywnie karmione larwy zaczynają się przepoczwarczać, a do tego potrzebują wysokiej temperatury. Kolonia musi stanąć. Zaczyna się faza rajdów w pobliżu kolonii.

 Ratuj się kto może

Co rano robotnice opuszczają biwak i zaczynają penetrować teren wokół kolonii. Początkowo poruszają się we wszystkich możliwych kierunkach, wyglądają na niezdecydowane: postępują do przodu, a zaraz potem się cofają. Po jakimś czasie jeden z kierunków zostaje ostatecznie wybrany, a robotnice porzucają inne sektory, skupiając cały wysiłek tylko na tym jednym odcinku. Biegnące na czele kolumny robotnice zostawiają za sobą ślad zapachowy, wzmacniany przez kolejne, ślepe towarzyszki podążające ich śladem. W kolumnie nie ma przewodników, robotnice ciągle zmieniają się na przodzie, by po chwili oddać prowadzenie swoim siostrom. Kolumna E. hamatum może się przemieszczać z prędkością około 20 m/h, a oddala się od biwaku na odległość około 350 m. Co jakiś czas od głównej kolumny marszowej oddzielają się mniejsze kolumny, co przypomina trochę pień drzewa, od którego odchodzą grube gałęzie. I tak jak w przypadku drzewa chciwie wyciągającego w kierunku słońca wypełnione chlorofilem liście, tak również robotnice maszerują coraz mniej zorganizowanym szlakiem.

Mrówki koczownicze niosą zdobycz pod sobą ze względu na bardzo długie nogi.

Atakują właściwie wszystkie stworzenia. Na ich widok zwierzęta duże i małe, kręgowce i bezkręgowce rzucają się do ucieczki. Skaczą, biegną bądź odlatują. Nawet stosunkowo powolne dżdżownice, niemające, jak się wydaje, najmniejszych szans na ucieczkę, starają się wpełznąć najwyżej, jak się da. Ponieważ mrówki wchodzą również do pewnej wysokości na drzewa, nie oprą im się też zajadle bronione gniazda os. Krążące w powietrzu owady bezradnie obserwują, jak mrówki jedna po drugiej wyjmują z papierowych komórek pieczołowicie hołubione i karmione larwy oraz poczwarki, stające się teraz pokarmem najeźdźców. Jeśli mrówki nie odnajdą ofiar na drzewach, nie trudzą się czasochłonnym schodzeniem na dół. Odczepiają się po prostu od drzewa i spadają na ziemię, czemu towarzyszy charakterystyczny odgłos. Powstaje niezapomniany „mrówczy deszcz”, dzięki któremu można zlokalizować miejsca opanowane przez mrówki nomadne. W większości przypadków nie ujdą z życiem również termity – mistrzowie budowania struktur obronnych. Gdy zaciekle bronione termitiery wreszcie padną, rabusie zabierają potomstwo, a często również królową i króla zapieczętowanych dotychczas w bronionej do ostatniego żołnierza komorze królewskiej – Alamo termitów. Pozostanie na terenie opanowanym przez mrówki nomadne jest jednoznaczne z dobrowolnym wpisaniem się w bogate menu tych owadów.

 Chaos kontrolowany

Nie wszystkie robotnice, które zlokalizowały pożywienie, od razu przystępują do ataku. Część ze zdwojonym wysiłkiem ponawia ruch przód-tył w kolumnie marszowej, dając w ten sposób sygnał o zlokalizowaniu pożywienia. Powoduje to reakcję łańcuchową rozprzestrzeniającą się do robotnic znajdujących się z tyłu. Już po chwili na zdobycz spada masa robotnic, które natychmiast zabierają się do rozczłonkowywania żywej jeszcze ofiary. Poćwiartowanie łupu ułatwia jego transport. Większe stawonogi, np. skorpiony, są unieruchamiane i dosłownie rozrywane na strzępy. Robotnice wpijają się pazurkami w podłoże i ciągną ofiarę w przeciwnych kierunkach, co odsłania jej stawy, w które natychmiast wpijają się inne robotnice.

Mała zdobycz jest transportowana w całości, większą niesie kilka robotnic w biegu tandemowym. Długonogie mrówki z południowoamerykańskiego rodzaju Eciton nie ciągną zdobyczy za sobą jak inne gatunki mrówek, lecz niosą pod sobą. Transport odbywa się z zawrotną prędkością. Robotnice biegną w dwukierunkowych kolumnach, jedne transportują poćwiartowane odnóża owadów, inne zrabowane larwy i poczwarki, cały czas mijając się z robotnicami, zmierzają na czoło kolumny. W miejscach niewygodnego dla owadów ukształtowania terenu robotnice tworzą z własnych ciał mostki, po których przebiegają ich towarzyszki, nie zwalniając nawet na sekundę. Mrówki koczownicze z Afryki tworzą nawet pewnego rodzaju konstrukcje ziemne, wzmacniane żywymi ciałami robotnic, które chronią kolumny marszowe. Często spotyka się także żołnierzy stojących tuż koło strumieni przemieszczających się robotnic. Czekają oni z szeroko rozwartymi żuwaczkami na kogoś na tyle nierozsądnego, by zakłócać marsz mrówczej armii.

W tej plątaninie ciał wyróżnia się silny i praktycznie ślepy żołnierz z jasną głową.

Mrówki koczownicze nie zawsze tworzą kolumny marszowe. Często rozchodzą się już w pobliżu kolonii, formując w ten sposób wachlarz o szerokości od 5 do 15 m. Jest to taktyka umożliwiająca wyszukanie ofiar na możliwie dużym terenie. Jednakże najbardziej zadziwiającą taktykę mają E. burchelli. Mrówki każdego dnia przeprowadzają rajd (zapoczątkowany kolumną) pod średnim kątem 123º w stosunku do kierunku rajdu z dnia poprzedniego! Nikt do końca nie wie, jakim sposobem mrówki „obliczają” kąt do kolejnego rajdu. Taka taktyka pozwala jednak na symetryczne podzielenie obszaru objętego łupieżczymi wyprawami i na równomierne spenetrowanie danego obszaru w poszukiwaniu pokarmu.

Kto kogo zje

Za każdą ludzką armią ciągną chętni skorzystać z frontowej zawieruchy. Również za armią mrówek nomadnych podążają drapieżniki, korzystające z faktu, że najazd wypłasza z kryjówek inne zwierzęta. Około 50 gatunków ptaków wyłapuje podrywające się w powietrze bezkręgowce; kolejne żywią się jaszczurkami i płazami (które również przybyły, by korzystać z darmowej stołówki). Pojawiają się ptaki drapieżne, żywiące się ptakami czatującymi na owady… itd.

Same mrówki nomadne też mogą paść ofiarami drapieżców. Ranne robotnice, które wdały się w walkę z innymi mrówkami lub większymi od siebie ofiarami, kuśtykają do biwaku – tak jak żołnierze po walnej bitwie – dużo wolniej niż ich siostry, stając się łatwym łupem dla owadów, pająków lub ptaków. Niekiedy atakują je inne mrówki, np. Oecophylla longinoda. Dobrze widzące robotnice O. longinoda nie napadają całej kolumny. Wybierają jedynie kilka miejsc, w których czatują na przechodzące robotnice. Często zwieszają się na liściu, tuż nad kolumną przechodzących mrówek nomadnych, by błyskawicznie wyłowić z masy idących robotnic jedną mrówkę. Dzieje się to tak szybko, że napadnięty osobnik nie jest w stanie ocenić sytuacji i wysłać na czas sygnału o niebezpieczeństwie. Po chwili jest już rozerwany przez kilka robotnic O. longinoda, po czym trafia do gniazda wroga. Na obszarach, gdzie gniazduje wiele kolonii O. longinoda, straty mrówek nomadnych szacuje się na tysiące.

Jak każdy duży drapieżnik, mrówki nomadne potrzebują odpowiedniej przestrzeni, żeby się wyżywić. Według szacunków dla jednej kolonii jest to teren o powierzchni przynajmniej kilkunastu hektarów. Niestety, zmniejszanie obszarów ich naturalnego występowania powoduje, że kolejne kolonie znikają z ekosystemu – a wraz z nimi cały wprowadzany przez nie chaos „twórczy”.

Piotr Ślipiński

Muzeum i Instytut Zoologii PAN